czwartek, 25 lipca 2013

eh eh meh

Skutki uboczne od hormonów dają mi się we znaki. Jest ich coraz więcej. Chcę już zacząć nowe... zostało mi jeszcze 7 tabsów starego blistra. Wykończę się psychicznie, nigdy nie miałam takich dołków - dołków wyssanych z palca... To męczące :(

Zaraz 10 skalpel z Ewką. Jakoś efektów żadnych nie widać, powoli tracę motywację. Masakra. Jedna wielka masakra. Wszystko jest do bani!

Jestem w BCN. Źle mi tu... chcę do Ciebie!!! :( Niech już będzie jutro.

piątek, 12 lipca 2013

I co dalej?

Dobra, zostałam panią magister i co dalej? Szukanie pracy, pracy szukanie i szukanie pracy a pomiędzy odchudzanie! Dziś pierwszy dzień z Ewką i jej skalpelem - zaliczony! Prawie się rozpłakałam, chciałam się poddać, ale dałam radę. Teraz czuję się niezwykle lekko i szczęśliwie! Jeszcze do tego odpowiednia dieta i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Póki co... wiem, że jutro rano nie wstanę. Od pn do pt: Ewka + rowerek!! Weekendami luźniej bo nie mam warunków na ćwiczenia, więc bieganko. 

Oczywiście znów gram w konkursy. Może coś ugram, przydałoby się. Plany wakacyjne są, tylko funduszy brak. Odwieczny problem młodego człowieka. Ehh... bez komentarza.

Nuda nuda nudaaa!! Dzień zleciał jak szalony, za oknem deszcz niczym jesienią.

Ahh...

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

powrót, ale nie wiem czy na dobre?

Dobra, wracam. Postanowiłam sobie, że już nigdy nie będę tu pisać, ale chyba pora przerwać ten głupi przesąd. Za mną sporo złego, ale i dużo więcej dobrego. Daję ostatnią szansę temu blogowi. Jeśli znów od pisania tutaj zacznie się coś sypać, usuwam wszystko na amen!

Dietowanie ruszyło po raz kolejny i dzielnie brnę do przodu. Od czwartku więcej aktywności ruchowej. Zauważyłam, że zmiana diety wpłynęła pozytywnie na moje sampoczucie ;)

Za mną również pierwsze opakowanie hormonów. Jednym z efektów ubocznych były stany depresyjne, ale pokonałam je, całe szczęście. Krwawienie z odstawienie też dostałam. W piątek wizyta u ginekolożki i wyniki cytologii. Ciekawe, co wyszło. To będzie mój pierwszy wynik.

Dziś w BCN, przyjechałam się uczyć na exam. Póki co nawet nie chce mi się zaglądać do materiału. Za to mam ochotę na pisanie magisterki :)

Siadam do roboty ;*

poniedziałek, 18 marca 2013

wiejeee

Oj oj, okres już puka do mych drzwi, na pewno nie pobiegnę go przywitać z radością, co jedynie z ulgą, że wszystko gra. Znów wyglądam jak balon i ważę 3 kg więcej, ale na szczęście to zejdzie. 

Stresuje się jutrzejszą wizytą u pani ginekolog, serio. Ogólnie nie znoszę lekarzy i służby zdrowia, ale jak mus to mus. O ile dostanę wystarczającą pomoc. Brzuch mnie boli i na okres i ze strachu, cała ja...

Dziś dzień magisterkowy, z przerywnikiem natusiowym. Jutro po powrocie koza i reszta.

Ja yeeebie, ale wieje. Zaraz mnie wywieje z 8 piętra i wyląduję w Kenii.

Do roboty!

Cya :*

wtorek, 12 marca 2013

chorobowo.

Kolejny dzień "srogiej" zimy. Chyba muszę trochę ogarnąć mieszkanie, bo N. wpada w odwiedziny i wypadałoby mieć porządek. W sumie, mam dużo roboty a. N to sama swoja, więc nie będę się spinać. Raz mogę mieć nieposprzątane, o! No dobra, chociaż gary pozmywam.

Prezentacja na kozę zrobiona, jeszcze tylko prasówka i poczytać sobie na Dysarza. Mam nadzieję, że nie będzie wieczornych wykładów i skończymy o 13:00.

Okropnie boli mnie gardła. Wiedziałam, że tak będzie. Zawsze po kościele jestem chora...

Dzień bez motywacji. Nie chce mi się na rowerek ale pojeżdżę. Eh... nawet jeść mi się nie chce haha cud albo plus choróbska ;/

poniedziałek, 11 marca 2013

niemoc w pisaniu.

Boshhhhh, pisanie pracy idzie mi jak krew z nosa... W ogóle nie mam weny i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że obronię się we wrześniu albo wcale, heh. O ile mam motywację do odchudzania, tak tutaj brak jej totalnie. Kiedy siadam do roboty, nagle wszystko inne staje się ciekawsze, nawet oglądanie ścian. Nie wiem, może to wina tematu, który wcale mnie nie przekonuje, bo nie ma tego czegoś? Na zmiany już lekko za późno, więc muszę mozolić się z tym, co jest. Licencjat napisało mi się całkiem lekko i chyba przez to teraz idzie mi ciężej, bo już wiem czego się spodziewać, ehe.

Chroniczny brak pieniędzy. Chroniczna samotność w czterech ścianach. Niestety, nie mogę mieć kota - właściciel to ciota i wyrobił sobie opinię o kotach po poprzednich lokatorach. Szkoda słów.

Zimno jak cholera, zaraz zamarznę chyba. Za godzinkę na rower... Teraz prezentacja. Łał.

Zima kam bek??

Zima kam bek. Śniegu napadało już po kolana i wciąż dosypuje... A jeszcze kilka dni temu było tak wiosennie! Wiosno, wracaj!

Niedziela minęła mi baaaardzo szybko. 5:30 pobudka i wioo do BCN na Mszę za dziadka - siódma rano to cudowna pora na kościół, jes of kors. Zmarzliśmy okropnie - norma, dziękujemy bardzo ks. proboszczu! Potem zabraliśmy mojego tatę na cmentarz - tam to już w ogóle pizgało jak w kieleckim... Reszta dnia spędzona z rodziną. Po powrocie do BDG wręcz padłam i od razu zasnęłam haha Cieszę się, że wybawiłam się z Sarrą. W czwartek jadę tam na dłużej, o ile nie zasypie nas do reszty ;)

Dietowo nie można powiedzieć, że był to udany dzień, aczkolwiek pilnowałam się, żeby jeść tylko minimalne ilości i nie sprawiać nikomu przykrości. W sumie to jestem z siebie dumna, bo nie nażarłam się jak chytry prosiak w chlewie.

Dziś w planach rowerek i trochę ogólnej gimnastyki. Oprócz tego pisanie pracy magisterskiej i zrobienie prezentacji na kozę, a wieczorem urodzinki S. Jutro jakieś porządki, czyli w moim przypadku całkiem sporo spalonych kalorii, bo zrobił się tu niemały burdel.

Nie chce mi się ruszać pupy do sklepu, dlatego na obiad zrobię sobie ziemniaki w mundurkach z jogurtem naturalnym. Nie nie, to nie będzie mój jedyny posiłek, spokojnie... Nie zamierzam się głodzić! Zapewne wymyślę sobie coś dobrego i zdrowego. Chwilowo mój mózg jeszcze się relaksuje. Zaraz witaminki i do roboty - opiszę obiekty chociaż. 

Znikam :*

sobota, 9 marca 2013

Podejście nr milion - powitanie

O tak, przyszła i na mnie pora. Myślałam, że już nigdy nie wrócę do blogowania, jednak coś mnie tchnęło i jestem. Zamierzam opisywać tutaj moje potyczki z wagą. Od wielu lat raz chudnę, raz tyję... Pora z tym skończyć. Moja przygoda z odchudzaniem trwa od gimnazjum, kiedy to otarłam się o anoreksję. Mając niespełna 15 lat schudłam ponad 24 kg w niecałe trzy miesiące... Ponad dwa lata nie miałam okresu, włosy wypadały mi garściami, mdlałam wszędzie... Okropne czasy! Opamiętanie przyszło, gdy ginekolog powiedział mi, że jeśli nie przytyję, to możliwe, że nigdy nie zostanę mamą, a ja tak baaaardzo kocham dzieci i w przyszłości chcę mieć swoją gromadkę. No więc, udało mi się wyjść z tego bagna, ale wpadłam w drugie - przytyłam jak smok i do dziś walczę. Obecnie ważę 73 kg przy wzroście 161 cm, a moim celem jest 54 kg. Przy tej wadze wyglądałam i czułam się najlepiej... :) W młodości popełniłam tak wiele błędów żywieniowych, że już przez całe życie będę miała problemy z: sercem, nerkami, stawami, jelitami... Młode i głupie dziewczę ze mnie było. Jakieś dwa lata temu zajmowałam się pozowaniem do zdjęć, miała masę propozycji sesji... Teraz, gdy jestem słoniem, już nie lubię się oglądać. Ale wrócę do tego już niebawem i na pewno pochwalę się Wam efektami!!!

Oczywiście oprócz dietowych zmagań pojawiać się będą tutaj posty o różnej tematyce. Od mojego kota, po modę - a raczej to, co po prostu mi się podoba. Będzie to też odskocznia od pisania pracy magisterskiej (tak, stara jestem, wiem).

Jaki jest plan? Przede wszystkim MŻ i więcej ruchu. Zrezygnuję z windy i będę śmigać na 8 piętro pieszo, aczkolwiek tylko wtedy, gdy nie będę miała zbyt dużego bagażu, czyt. zakupów. Zakupów żywieniowych ma się rozumieć ;) Lubię gotować, nie ukrywam, ale czasem nie mam weny. Szybko się demotywuję i zniechęcam. Stąd pomysł na bloga, by wszystko zapisywać i potem do tego wracać, w tych najbardziej krytycznych momentach.

Zaraz na rowerek. Stacjonarny. Tylko kopnę w tyłek tego lenia, który we mnie siedzi. Za moment, bo najpierw muszę ogarnąć blogspota - nie mam pojęcia co i jak, jeszcze...

Także moje kochane Miśki, mam nadzieję, że będę dostarczać Wam ciekawej rozrywki a Wy mi tego co najcenniejsze, czyli motywacji!

Edit: Ważenie: 72kg!!! :D Co daje w sumie -3kg bo startowałam z 75kg :D