Dobra, wracam. Postanowiłam sobie, że już nigdy nie będę tu pisać, ale chyba pora przerwać ten głupi przesąd. Za mną sporo złego, ale i dużo więcej dobrego. Daję ostatnią szansę temu blogowi. Jeśli znów od pisania tutaj zacznie się coś sypać, usuwam wszystko na amen!
Dietowanie ruszyło po raz kolejny i dzielnie brnę do przodu. Od czwartku więcej aktywności ruchowej. Zauważyłam, że zmiana diety wpłynęła pozytywnie na moje sampoczucie ;)
Za mną również pierwsze opakowanie hormonów. Jednym z efektów ubocznych były stany depresyjne, ale pokonałam je, całe szczęście. Krwawienie z odstawienie też dostałam. W piątek wizyta u ginekolożki i wyniki cytologii. Ciekawe, co wyszło. To będzie mój pierwszy wynik.
Dziś w BCN, przyjechałam się uczyć na exam. Póki co nawet nie chce mi się zaglądać do materiału. Za to mam ochotę na pisanie magisterki :)
Siadam do roboty ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz