Oj oj, okres już puka do mych drzwi, na pewno nie pobiegnę go przywitać z radością, co jedynie z ulgą, że wszystko gra. Znów wyglądam jak balon i ważę 3 kg więcej, ale na szczęście to zejdzie.
Stresuje się jutrzejszą wizytą u pani ginekolog, serio. Ogólnie nie znoszę lekarzy i służby zdrowia, ale jak mus to mus. O ile dostanę wystarczającą pomoc. Brzuch mnie boli i na okres i ze strachu, cała ja...
Dziś dzień magisterkowy, z przerywnikiem natusiowym. Jutro po powrocie koza i reszta.
Ja yeeebie, ale wieje. Zaraz mnie wywieje z 8 piętra i wyląduję w Kenii.
Do roboty!
Cya :*
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń