Zima kam bek. Śniegu napadało już po kolana i wciąż dosypuje... A jeszcze kilka dni temu było tak wiosennie! Wiosno, wracaj!
Niedziela minęła mi baaaardzo szybko. 5:30 pobudka i wioo do BCN na Mszę za dziadka - siódma rano to cudowna pora na kościół, jes of kors. Zmarzliśmy okropnie - norma, dziękujemy bardzo ks. proboszczu! Potem zabraliśmy mojego tatę na cmentarz - tam to już w ogóle pizgało jak w kieleckim... Reszta dnia spędzona z rodziną. Po powrocie do BDG wręcz padłam i od razu zasnęłam haha Cieszę się, że wybawiłam się z Sarrą. W czwartek jadę tam na dłużej, o ile nie zasypie nas do reszty ;)
Dietowo nie można powiedzieć, że był to udany dzień, aczkolwiek pilnowałam się, żeby jeść tylko minimalne ilości i nie sprawiać nikomu przykrości. W sumie to jestem z siebie dumna, bo nie nażarłam się jak chytry prosiak w chlewie.
Dziś w planach rowerek i trochę ogólnej gimnastyki. Oprócz tego pisanie pracy magisterskiej i zrobienie prezentacji na kozę, a wieczorem urodzinki S. Jutro jakieś porządki, czyli w moim przypadku całkiem sporo spalonych kalorii, bo zrobił się tu niemały burdel.
Nie chce mi się ruszać pupy do sklepu, dlatego na obiad zrobię sobie ziemniaki w mundurkach z jogurtem naturalnym. Nie nie, to nie będzie mój jedyny posiłek, spokojnie... Nie zamierzam się głodzić! Zapewne wymyślę sobie coś dobrego i zdrowego. Chwilowo mój mózg jeszcze się relaksuje. Zaraz witaminki i do roboty - opiszę obiekty chociaż.
Znikam :*
zima do dupy!!!!!!!
OdpowiedzUsuń:*